Idąc dziś toruńską Starówką, dokładniej ulicą Szeroką (ponoć jedna z najbardziej prestiżowych ulic w Polsce) doszedłem do zaskakujących wniosków na temat polskiej mentalności. Ośmielę się twierdzić, że wnioski są te zarówno zaskakujące, świeże i oryginalne. Otóż Polacy są narodem pełnym wdzięczności.
Zafrapowanego czytelnika bez zbędnego odwlekania informuję, że w zadumę w finalnym efekcie prowadzącym do tego sądu wprowadził mnie poślizg na herbie umieszczonym w chodniku wspomnianej ulicy. Otóż spory czas temu rozpoczął się remont Szerokiej, którego konieczność wystąpiła wskutek spartaczenia poprzedniej wymiany nawierzchni. Wynikiem remontu jest całkiem ciekawie prezentująca się ulica, ponoć stylem nawiązująca do konstrukcji średniowiecznych (charakterystyczny garb odprowadzający wodę do rynien). Ozdobnikiem, istną wisienką na torcie (nie licząc stojącego nie-wiadomo-po-co słonia z zadartą trąbą), są herby miast hanzeatyckich umieszczone wzdłuż osi ulicy. Wszystko pięknie się prezentuje, jest jedno ale. Herby są zrobione z kamienia o wyjątkowym poślizgu, zwłaszcza przy obfitych opadach atmosferycznych. I tu pojawia się wdzięczność. Mógłbym przecież obsmarować wykonawcę, że spartaczył robotę i wykonał ten jej element bez najmniejszego pomyślunku, o czym poświadczą zwichnięcia i złamania. Nie w Polsce! Tutaj obowiązuje mnie wdzięczność, że pomimo przedłużania się prac i prowadzenia ich w idiotyczny sposób (w pewnym momencie w remoncie była połowa ulic Starówki, nie dało się bez walki z "wydmami" przejść od sklepu do sklepu), a także tego urazogennego mankamentu należy się firmie wdzięczność, że ulica w ogóle jest (czytaj: zajmuje miejsce w czasoprzestrzeni).
I takie wszechogarniające uczucie dziękczynienia towarzyszy nam w tym dumnym kraju niemal bez przerwy. Czujemy się wdzięczni opryskliwemu sprzedawcy, że w ogóle stoi za ladą. Straży miejskiej przyspawanej do ulicy, którą mają patrolować dziękujemy w duchu, że w ogóle przyszli do pracy, nie ważne, że 20 metrów dalej grupa osiłków obija Bogu ducha winnego nastolatka. Budowlańcom stawiającym bujający się niczym tancerka brzucha dom, dziękujemy, że zbudowali konstrukcję, która w ogóle stoi. Wrednemu pracodawcy jesteśmy wdzięczni za marną pensję i brak urlopów (przynajmniej mamy satysfakcję z wykonanej pracy). Jak to się ma do polityki?
Ma się to do polityki w sposób oczywisty! I tak od niemal dwóch lat jesteśmy wdzięczni obecnej Radzie Ministrów i Platformie Obywatelskiej za to, że nie robi nic. Generalnie lubimy leniwych polityków, bo coraz bardziej jesteśmy przekonani, że polityk bezczynny jest po prostu nieszkodliwy. Ministrowi Rostowskiemu dziękujemy za dziurę budżetową na rok 2010, bo przynajmniej jest jeszcze w czym tę dziurę żłobić. Ministrowi Drzewieckiemu dziękujemy, że walczy z PZPN, bo piłka i tak u nas leży, a strach pomyśleć co by było, gdyby wziął się za siatkarzy, szczypiornistów, koszykarzy, kierowców, narciarzy czy pływaków. Minister Kudryckiej dziękujemy za podwójne rozwianie: (1) naszych płonnych nadziei na normalność w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego, (2) złudzeń co do bezpłatności studiów wyższych. Ministrowi Grabarczykowi dziękujemy za kolejną obietnicę autostrad, które nawet jeśli zostaną zbudowane zgodnie z planem, to sam ten plan jest żenujący. Chora mentalność każe nam właśnie tak myśleć. Zamiast powiedzieć, że autostrady i tak są budowane zbyt wolno i jest ich nawet w planach za mało, cieszymy się, że ktoś je w końcu łaskawie zbudował. Całujemy po tyłku ludzi, którzy TYLKO wykonują swoją pracę (nawet jeśli jest to fuszerka), bo sam fakt wykonywania pracy to już odstępstwo od normy.
Oczywiście mam nadzieję, że ten wpis zostanie potraktowany z przymrużeniem oka. Jestem jak najdalszy od myślenia o rodakach jako "zakompleksionych polaczkach", co często zdarza się w sieciowej społeczności. Przy okazji pragnę ogłosić swój powrót na salony! (W sumie to jeden salon ale lepszy rydz...)

